Dąbrowa Górnicza - stare pocztówki, fotografie, mapy, dokumenty

Wyszukiwaniew naszej bazie

Losowy memoriał

Więcej

W naszej bazieznajduje się

3121elem.

Współpraca

Muzeum

Forum

Statystyki grafikw serwisie

Fotografia : 2135

Pocztówka : 466

Dokument : 141

Reklama : 110

Artykuł : 82

Mapa : 73

Rycina : 43

Inne : 36

Judaica : 12

Dawne - nowe : 9

Druki ulotne : 4

Witaj na stronie o Dawnej Dąbrowie Górniczej

Zapraszam wszystkich do przesyłania skanów dąbrowskich archiwaliów!





Ostatnio dodane

1 2 3 4 5 6 7 8 .. 157
  • 1929 - Legendy Gołonoga

    Artykuł z 25.03.1929 z dodatku do Ilustrowanego Kuryera Codziennego. Niezwykły, z gołonoskimi legendami spisanymi przez Kantora-Mirskiego.


    Legenda Golonoga.
    (W dwieściepięćdziesięciolecie kościoła św. Antoniego)
    Gołonóg przed wiekami. — Pustelnia na wzgórzu i jej legenda. — Kaplica drewniana. — Pielgrzymka Jadwigi, żony Jagiełłowej. —Budowa kościoła.  Gołonóg dzisiejszy.

    Kraków, 24 marca. 
    Zagłębie Dąbrowskie pod względem opisów zabytków przeszłości jest dziwnie zaniedbane. Zdawaćby się mogło, że poza dymiącymi kominami kopalń, hut i przędzalni, nic tu niema godnego uwagi. A przecież tak nie jest. Na tym płacie ziemi obfitującym w czarne diamenty, zasnutego wiecznie kłębowiskami brunatnego dymu, poprzez które przedzierają się płomienie, buchające z rozżarzonych paszcz wysokich pieców — rozsianych jest wiele pamiątek minionych wieków. W pogoni za mamoną i chlebem powszednim, przebiegają ludziska koło tych pamiątek obojętnie — to też nic dziwnego, że giną podania i legendy przywiązane do tych zabytków — mijają rocznice niezauważone — a czas pokrywa wszystko niepamięcią ze szkodą dla przyszłych pokoleń.

    Dwieściepięćdziesiąt lat mija, jak na górze Golonoga, leżącej parę kilometrów na północny wschód od Dąbrowy Górniczej, tuż przy linji kolejowej Katowice-Warszawa, wzniesiono za staraniem potężnych książąt na Siewierzu, zasiadających na stolicy biskupiej w Krakowie kościół pod wezwaniem św. Antoniego.

    Dzieje góry są ściśle związane z historją kościoła.

    Przed wiekami, u stóp skalistej góry wysokiej na 334 m. powstała sadyba, oparta jakby piersiami o jej stoki, jak się osada zwała, niewiadomo. Że istnieć musiała już w IX w. dowodzą tego znaleziska wykapane w okolicach pobliskich, na których znać wpływy arabskie z tegoż wieku. W XII w. biegł tędy szlak handlowy z Krakowa przez wąwozy Ojcowa na Sławków, Siemonję, Sączów, Tarn. Góry do Toszha. Szlak ten to najłatwiejsze połączenie Wielkopolski z Małopolską przez Śląsk.

    Czyją własnością była osada w tych czasach, sprawdzić się nie da. Legenda mówi jakimś okrutnym właścicielu, który pewnego dnia znikł na długie lata — aby zjawić się z powrotem jako starzec-pokutnik. Osiadł on na wzgórzu, gdzie w skale wykuł sobie grotę, oddając się w samotności modlitwie i hodowli ziół, z których sporządzał cudowne maści i leki. Pustelnię swą opuszczał tylko wówczis, gdy potrzeba było nieść mieszkańcom osady ratunek w chorobie. Żywił się tylko korzonkami, a ponieważ chodził zimą i latem boso zwano go powszechnie "Gołonogiem". Ów pustelnik umierając, oświadczył zebranemu ludowi osady, że jest panem tej wioski i okolicznych ziem, a skazał się sam na straszną pokutę, aby przebłagać Boga za wyrządzone swym poddanym krzywdy. Na pamiątkę pobytu jego na wzgórzu lud nazwał górę Gołonogiem, a w miejscu pustelni wystawił drewnianą kapliczkę, w której wkrótce zaczęły dziać się cuda, ściągające liczne rzesze wiernych. Do kościółka odbyła pielgrzymkę również i Jadwiga, żona Jagiełły. Pobyt jej na Gołonogu uwieczniony jest w pięknej legendzie, która opowiada, że królowa Jadwiga postanowiła w pokorze ducha wyjść bosemi nogami na górę. W miejscu, na którem stąpiła, natychmiast wyrastały fjolki, które do dnia dzisiejszego tam rosną. Niema ich nigdzie w okolicy, jedynie na Gołonogu.

    W XV w. Gołonóg był w posiadaniu biskupów krakowskich,. wchodząc w skład wioski Łagiszy. W r. 1452 zapędzały się tu bandy łupieżców pod dowództwem pana z Welczynża, Bolesława V, księcia Opolskiego. Zaś kupy łotrzyków Janusza ks. Oświęcimskiego pod Gołonogiem niejednokrotnie rabowały karawany kupieckie. W r. 1457 watahy zaciężne pod wodzą partyzantów Kawki i Świeborowskiego nie otrzymawszy żołdu za wojnę z Krzyżakami usadowiły się czasowo na wzgórzu, skąd czyniły bandyckie wyprawy na okolice. Gospodarowała w Gołonogu jakiś czas także banda złoczyńców Stosa, która zrabowała kopalnie srebra w Olkuszu.

    W późniejszych czasach na miejscu drewnianej kapliczki wybudowano kościół murowany, jednonawowy przy hojnej pomocy sławnego w dziejach naszych Andrzeja Trzebickiego biskupa krakowskiego i podkanclerzego koronnego, który tak walnie w czasie elekcji w r. 1674 przyczynił się do wyboru Jana Sobieskiego na króla polskiego. On to dokonał konsekracji kościoła w r. 1678, jak świadczy o tem tablica wmurowana na frontonie kościoła. W późniejszych czasach kościół przebudowano i rozszerzono przez dodanie naw bocznych. Stało się to w r. 1753 za staraniem Andrzeja Załuskiego, biskupa krakowskiego i księcia Siewierskiego.

    Kościół, położony na cyplu skalistego wzgórza, ujętego w mury o silnych i potężnych szkarpach, przedstawia z daleka jakby klasztor Jasnogórski w miniaturze. Na szczyt góry i do kościoła niema drogi. Dostać się tam można tylko po stu schodach, wykutych w skale, ujętych w tunel. Obok kościoła, jakby orle gniazda, sterczą na skale dwa starodawne domki. Cały masyw skalny wydłużający się ku południowi zarośnięty drzewiną wraz z kościołem i cmentarzem tworzy przepiękny i bardzo malowniczy obrazek, odbijający się kontrastowo od okolicy zasianej dziesiątkami kominów dymiących kopalń i hut. Ze wzgórza rozległy widok na okolicę. W pogodne dnie ze szczytu Golonoga sięgnąć można wzrokiem aż do Tatr, a potem do ruin Siewierza i Ogrodzieńca.

    Marjan Kantor-Mirski.

    Więcej
  • Stanisław Kontkiewicz senior

    Do niedawna nie wiedziałem nic o istnieniu Stanisława Kontkiewicza. Dzięki jego prawnukowi odkrywam coraz to nowsze informacje o p. Stanisławie, m.in.:

    - członek zarządu Towarzystwa Pomocy dla Biednych Chrześcijan w Dąbrowie
    - dożywotni wiceprezese Zarządu Towarzystwa Kopalni Węgla Flora
    - prezes Stowarzyszenia Spożywczego "Nadzieja" w Dąbrowie Górniczej
    - założyciel i przewodniczący Sekcji Górniczo-Hutniczej Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu w Dąbrowie Górniczej
    - twórca amatorskiego zespołu aktorskiego w Dąbrowie Górniczej
    - dyrektor gołonoskiej kopalni "Flora"
    - twórca i członek zespołu redakcyjnego Przeglądu Górniczo-Hutniczego wydawanego w Dąbrowie
    - Prezes Dąbrowskiego Towarzystwa Muzycznego
    - inżynier górniczy
    - propagator języka polskiego w górnictwie (dominował niemiecki)
    - współorganizator Sztygarki, członek dyrekcji i wykładowca mineralogii, petrografii, geologii i języka polskiego
    - badacz geologii
    - autor ponad 50 prac z zakresu geologii

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1990 - Widok na ulicę Armii Ludowej

    Widok z Osiedla gen. Sikorskiego (Manhattan) w kierunku ulicy Armii Ludowej, dzisiaj to ulica 11-go Listopada.  W tle domy jednorodzinne przy ulicach Buczka, Długiej oraz Leśnej. Na czarno – białym zdjęciu można zauważyć dawny budynek kościoła oraz rozpoczętą budowę nowego Kościoła (dziś pod wezwaniem św. Jadwigi Królowej). Na Horyzoncie za lasem komin oraz chłodnie Elektrowni Jaworzno.

    Podziękowania dla p. Michała Szczepanika za opis i udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1899 - Wybuch dynamitu u dyr. kop. Flora

    Nota z "Rozwoju" nr 66 z 1899r: wybuch dynamitu u dyrektora gołonoskiej kopalni "Flora", Stanisława Kontkiewicza

    Dąbrowa Górnicza
    W tych dniach pomiędzy godz. 4 a 5 rano, w kopalni "Flora" wydarzył się niezwykły wypadek. Rzecz się tak miała:

    U dyrektora tejże kopalni, znanego dobrze szerszemu ogółowi, inżyniera p. Kontkiewicza, służył czas pewien lokaj Kazimierz, a kilka lat przedtem jego brat rodzony. Ten ostatni, zebrawszy parę tysięcy rubli, wziął w dzierżawę mająteczek ziemski pod Kielcami.

    Na dzierżawę, jak mówią, pożyczył parę tysięcy rubli z poręczeniem od swego b. chlebodawcy p. Kontkiewicza. Ex lokaj dzierżawca począł żyć nad stan, skutkiem czego stał się niewypłacalnym i zmuszony był opuścić folwark i szukać nowej służby.

    Pan K. musiał poszukiwać zwrotu swych pieniędzy sądownie. Ściągnęło to na niego zemstę. Otóż zbrodnicza ręka położyła dynamit na balkonie domu, w którym mieszka inż. K., a o godz. 4 zrana nastąpił wybuch, który rozerwał balkon i potłukł kilkanaście okien frontowych.

    Cała rodzina dyrektora Kontkiewicza spoczywała we śnie i życiu jej groziło straszne niebezpieczeństwo, lecz na szczęście nikt nie poniósł żadnego szwanku.

    Policya uwięziła tymczasem byłego lokaja Kazimierza, u którego znaleziono proch i dynamit.

    Śledztwo w toku.

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie artykułu.

    Więcej
  • 1896 - Przed dworcem w Strzemieszycach

    Jadwiga Kontkiewiczowa, żona Stanisława Kontkiewicza - dyrektora Kopalni "Flora" w Dąbrowie Górniczej, z dziećmi przed strzemieszyckim dworcem. Synowie Stanisław i Marian w mundurkach Szkoły Realnej w Sosnowcu. Zdjęcie wykonane ok. 1896 roku.

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • Kościół pw. św. Aleksandra

    Pierwsza taka fotografia, która przedstawia pierwszą świątynię we wsi Stara Dąbrowa razem z wiernymi. To kościół pw. św. Aleksandra. Budowa trwała od 1875 do 1877 roku. 29 lipca 1875 roku złożono kamień węgielny pod budowę kościoła, którego głównym budowniczym był ks. Grzegorze Augustynik. Autorem projektu był Julia Polcer. Budowa została zakończona 4 grudnia 1877 roku. Był to kościł filialny parafii z Będzina pw. Świętej Trójcy.

    Autorem fotografii jest Stanisław Kontkiewicz - bardzo zasłużona osoba dla Dąbrowy Górniczej (aż dziwne, że nie doczekał się jeszcze swojej ulicy). Przybył do Dąbrowy Górniczej w 1886 roku więc zdjęcie może pochodzić właśnie z końca XIX wieku, jeszcze przed rozpoczęciem przebudowy (zburzono wieże a wnętrze kościoła św. Aleksandra stało się boczną kaplicą bazyliki).

    To zdjęcie jest również pierwszym, na którym można dostrzec zza drzew jakąś konstrukcję nad głównym (od strony ul. Królowej Jadwigi) wejściem. Wygląda na jakieś zdobne zadaszenie?

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1903 - Przegląd Górniczo-Hutniczy

    Pierwsze strony pierwszego wydania Przeglądu Górniczo-Hutniczego, którego redacja mieściła się w dąbrowskiej Resursie. Wydawcą był St. Swięcki. Warto zwrócić uwagę na pieczęć:

    Dyrekcya szkoły górniczej
    Dąbrowa (Śląsk austr.)

    Z pierwszej strony:

    Czasopismo poświęcone sprawom przemysłu górniczego i hutniczego, wychodzi 1-go i 15-go każdego miesiąca.
    Wydawca Stanisław Ciechanowski.  Redaktor Mieczysław Grabiński.

    KOMITET REDAKCYJNY:

    Andrzej Albrecht, Felicyan Gadomski, Stanisław Gadomski, Andrzej Garbiński, Bronisław Jasiński, Kazimierz Kasiński, Wacław Kaznowski, Stanisław Kobyłecki, Hieronim Kondratowicz, Stanisław Kontkiewicz, Michał Łempicki, Kazimierz Srokowski, Stefan Stankiewicz, Kazimierz Talko, Antoni Wilczyński, Wacław Woszczyński.

    Ze zbiorów Biblioteki Głównej AGH.

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie artykułu.

    Więcej
  • 1903 - Wstęp do geologicznego opisu Polski

    Fragment do wstępu opracowania pt. "Geologiczny opis Polski  oraz innych krajów,  na północ od Karpat położonych", wydanego w dąbrowskiej księgarni St. Swięckiego (przy ul. Sobieskiego 19). Podkreśla ważną rolę Stanisława Kontkiewicza, który m.in. wykładał w Sztygarce.

    "Ponieważ od czasów Puscha, tj. przez 70 prawie lat nie wydano żadnego dzieła, traktującego o geologii całego naszego kraju, więc z konieczności nasi górnicy muszą często uciekać się do dzieła Puscha, jako do jedynego źródła wiadomości w tym przedmiocie, a ze, wskutek wyczerpania się tego dzieła i z powodu obcego, dla wielu niezrozumiałego, języka, w jakim jest napisane, korzystanie z niego w wielu wypadkach bywa utrudnione, więc grono górników, zgrupowanych w Dąbrowie w Sekcyi Górniczo-Hutniczej Warszawskiego Oddziału Rosyjskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu, postanowiło przetłumaczyć dzieło Puscha na język polski i w ten sposób zawarte w niem cenne wskazówki dla szerszego ogółu naszych górników dostępnemi uczynić.

    Wykonaniem tego przedsięwzięcia zajął się prezes Sekcyi Górniczo-Hutniczej inżynier górniczy Stanisław Kontkiewicz, który, pozostawiając sobie ogólną redakcyę, podzielił pracę między dwóch tłumaczów: inżyniera górniczego Stanisława Janiszewskiego w Warszawie, który opracował pierwszy tom dzieła Puscha, i asystenta geologii przy Uniwersytecie jagiellońskim w Krakowie Kazimierza Wójcika, który przetłumaczył tom drugi."


    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie prywatnego archiwum.

     

    Więcej
  • 1893 - Prof. Kontkiewicz planuje lekcye

    Fragment artykułu poświęconego Zjazdowi Górniczemu, dotyczący dąbrowskiej szkoły górniczej i ważnej roli Stanisława Kontkiewicza:

    Wybitne miejsce w programie zjazdu zajmuje szkoła górnicza w Dąbrowie. Pierwsza partya młodzieży z tego zakładu otrzyma patenty dopiero w roku bieżącym. Pomimo iż ta garstka wychowańców nic zdołała jeszcze ujawnić w praktyce, o ile szkoła przysposobiła ich do górnictwa, przemysłowcy znając (za pośrednictwem swych przedstawicieli) zalety i wady obecnych wykładów, postanowili skorzystać ze zjazdu niniejszego i tą drogą starać się o pewne zmiany w ustawie i programie zakładu fachowego, z pożytkiem dla spraw górniczych. Przeprowadzenie tej kwestyi poruczono inżynierowi Kontkiewiczowi, jako jednemu z profesorów, obeznanych dobrze z warunkami i zadaniem szkoły. Pod względem sił naukowych zakład jest uposażony bardzo dobrze. Pomijając już piękny gmach o obszernych widnych andytoryach, szkoła posiada bibliotekę, gabinety fizyczny, geodezyjny i mineralogiczny, laboratoryum chemiczne i warsztat. Otóż z usunięciem tych braków, które się ujawniły w pierwszem czteroleciu, szkoła przynosić będzie ogromny pożytek górnictwu miejscowemu. Najważniejszą wadą jest zbyt długi okres nauki (czteroletni), w stosunku do ilości i jakości przedmiotów, które młodzież mogłaby wybornie przejść w ciągu lat trzech. W każdej klasie jest obecnie po 20 lekcyi tygodniowo. Ponieważ w to wchodzą i rysunki, które nie wymagają przygotowywania w domu, zatem właściwie lekcyi rzeczywistych jest tylko 16, czyli mniej niż trzy dziennie (są dnie, w których bywa jedna lub dwie lekcye). Prawda, iż przy dzisiejszym programie uczniowie obowiązani są pracować w warsztatach, ale skutkiem ciasnego pomieszczenia zaledwie połowa tj. dwie niższe klasy znajdują tam zajęcie, obie zaś wyższe wcale z tych robót praktycznych nie korzystają. Natomiast w czasie poobiednim uczniowie (wyższych kursów) zajmują się praktycznemi robotami (doświadczeniami) z niektórych tylko przedmiotów specyalnych; ale ponieważ te roboty nie są stale, więc młodzież po zatem posiada jeszcze dużo czasu. Gdyby te 80 godzin tygodniowo poświęconych ogółem na wykłady we wszystkich klasach zredukować do trzech lat, każda klasa miałaby zamiast 20—26 godzin, a bez rysunków 22 tygodniowo, tj. zaledwie po 3-4 lekcye dziennie. Oczywiście taka liczba godzin wcaleby nie obciążyła pracą uczniów. Weźmy pod uwagę jeszcze znaczną liczbę świąt. Jednocześnie ze skróceniem kursów należałoby również zmienić program wykładów. Co do warsztatów, p. Kontkiewicz czyni również zarzuty. Utrzymanie ich wynosi około 2,000 rs. rocznie, tymczasem uczniowie w gruncie rzeczy nie wiele korzystają z robót, gdyż nie ma określonych żądań w tej mierze. Przy tem kierownikami tych robót są prości majstrowie, nie wiele mogący nauczyć. Otóż zdaniem p. K., wykłady rzemiosł mogłyby tylko wtedy przynieść pożytek, gdyby je prowadzili ludzie z wyższem wykształceniem technicznem, posługując się naturalnie majstrami w robotach. Ale znowu zwiększyłoby to znacznie budżet szkoły.

    Czy jednak dla sztygarów potrzebna jest dokładna znajomość praktyczna rzemiosł? Od tego w kopalniach są specyalni mechanicy i majstrowie z odrębnem wykształceniem praktycznem. Co się zaś tyczy uczniów oddziału fabrycznego, to dla nich nauka rzemiosł może być zamieniona z wielkim pożytkiem na roboty praktyczne w fabrykach. Zdaniem p. K., jeden rok takiej praktyki o wiele byłby pożyteczniejszy, niż cztery lata nauki rzemiosł w szkole górniczej. Wzorem powinny być doskonałe szkoły górniczo za granicą, w których rzemiosła nie są wykładane. Otóż p. Kont. żąda zupełnego usunięcia rzemiosł z programu szkoły dąbrowskiej, a natomiast przy pomocy środków na tem zaoszczędzonych dałoby się wzmocnić wykłady przedmiotów specyalnych. Przy skróceniu kursu można dojść do 30 godzin w każdej klasie (nie ze szkodą, lecz z pożytkiem dla młodzieży). Byłoby to zresztą korzystne pod względem materyalnym, gdyż rok dłużej pobytu w Dąbrowie, gdzie życie jest dość kosztowne, zwiększa znacznie wydatki na wykształcenie. Zmiana programu jest pożądana w takim duchu, ażeby uczniowie dwóch klas niższych mogli otrzymać pewne zaokrąglenie w wykształceniu technicznem, na wzór podobnych szkół za granicą. Obecnie uczeń, opuszczający niższy kurs, czuje, iż czas zmarnował bez pożytku, gdyż wcale nie otrzymał specyalnego wykształcenia. Aby tego rozczarowania i bezcelowej nauki nie było, rada szkolna chcąc nie chcąc musi promować wyżej nawet niezdolnych, którzy obeznani z przedmiotami technicznymi w mniejszym zakresie, przy pracowitości mogliby się stać pożytecznymi pracownikami na niższych szczeblach górnictwa. Wielką jeszcze wadą jest zły dobór kandydatów, którzy się rekrutują przeważnie z rozbitków gimnazyalnych i szkół realnych. Przy otwarciu szkoły interesowani przemysłowcy mieli na myśli młodzież miejscową, której brak wiedzy technicznej, dającej możność zastąpienia specyalistów zagranicznych, przepełniających dotąd kopalnie i fabryki miejscowe. Wytwórcy byli pewni, że do nauki będą się garnąć głównie młodzieńcy z ludności miejscowej, możliwie najwięcej z szeregów prostych robotników. Ażeby to życzenie mogło się urzeczywistnić, p. Kontkiewicz proponuje surowy wybór kandydatów i ścisłe wymaganie uprzedniej praktyki w górnictwie. Wymagany obecnie wiek minimalny 16 lat i maksymalny 20 uniemożliwia dostęp do szkoły kandydatom z warstw robotniczych gdyż najbardziej nawet uzdolnieni nie mogą się odpowiednio przygotować do szkoły przed 20 rokiem życia. Ze względu na praktykę uprzednią pożądany byłby wiek minimalny 17 lat. Wielką szkodę również przynosi brak przywilejów pod względem służby wojskowej. Otóż p. Kont. żąda odroczenia tej powinności dla słuchaczów szkoły dąbrowskiej przynajmniej do 24 roku życia. Wszystkie to żądania będą popierane przez zjazd w sferach właściwych.
    Dr.

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie artykułu.

    Więcej
  • 1899 - Rugowanie niemczyzny z kopalń

    Niezwykle ciekawy artykuł z końca XIX wieku o tym, jak Stanisław Kontkiewicz (ojciec) z dąbrowskiej Sztygarki rugował język niemiecki z zagłębiowskich kopalń:

    Z Królestwa Polskiego.
    (Wyrugowanie niemczyzny z kopalń [...]).

    Z Dąbrowy górniczej piszą do Gońca Łódzkiego: Z chwilą rozpoczęcia racyonalnej eksploatacyi węgla w zagłębiu dąbrowieckiem, napływ z zagranicy górników specyalistów przyniósł z sobą nazwy techniczne niemieckie, które zaszczepione przez nich wśród ludu miejscowego zakorzeniły się na długo.

    Nietylko nazwy techniczne przejęte zostały przez górników i mieszkańców zagłębia dąbrowieckiego, ale i wiele bardzo słów używanych w życiu codziennem. To też nieraz wieśniak polski niezupełnie mógł zrozumieć robotnika z zagłębia dąbrowieckiego.

    Dopiero z chwilą utworzenia w Dąbrowie szkoły górniczej, dyrektor kopalni „Flora”, p. Kontkiewicz, powołany do objęcia katedry profesora języka polskiego, oraz mineralogii, petrografii i geologii, zorganizował komitet, złożony z inżynierów Polaków, w celu opracowania podręcznika nazw technicznych polskich.

    Opracowany w ten sposób polsko-niemiecki słownik wyrazów technicznych nietylko zastosowany został do wykładów języka polskiego, lecz również i do pracy w kopalniach. Zrazu bowiem p. Kontkiewicz wprowadził do zarządzanej przez niego kopalni „Flora“ nazwy techniczne polskie, których sztygarzy nauczyli górników i dozorców.

    Ciężko było z początku wykorzenić tradycyjne hasło górnicze „Gluck-auf“ i zamienić polskiem hasłem „Szczęść Boże”. Musiano się aż uciec do ustanowienia kary za używanie wyrazów niemieckich w kopalni. Pięcio- kopiejkowe kary pomogły i w krótkim czasie w kopalni „Flora“ nie usłyszano słowa niemieckiego.

    Za przykładem kopalni „Flora“ poszły i inne kopalnie jak to „ Jan“, „Kazimierz”, „Paryż“, „Koszelew“, „Mortimer“ i „Milowice“.

    Uporczywie pozostawały przy dawnych nazwach kopalnie „Niwka“, „Farma" i „Saturn“, gdzie żywioł niemiecki przeważał nietylko wśród górników, lecz i dozorców i sztygarów. W kopalni „Saturn“, stosownie do rozporządzenia byłego zarządu tej kopalni, nie przyjmowano nawet górników i robotników, którzy nie władali językiem niemieckim.

    W ostatnich atoli czasach, gdy wiele posad w tych kopalniach objęli sztygarzy Polacy, wychowańcy szkoły górniczej w Dąbrowie, i zarządy kopalń uległy pewnej zmianie, zaprowadzono i w kopalniach „Niwka“, „Fauna“ i „Saturn“ nazwy techniczne polskie, których górnicy niemieccy zmuszeni byli się nauczyć.

     

    Podziękowania dla p. Andrzeja Kontkiewicza za udostępnienie artykułu.

    Więcej
  • 1969 - Akcja ratunkowa - doktor Magott

    Niezwykły dokument dostarczający nam informacji o przebiegu akcji ratowania górników z katastrofy na kop. Gen. Zawadzki.

    Wspomnienie doktora Magotta

    Nikt wtedy (w czwartek) nie przypuszczał, że pierwszy komunikat o przeciekach wody do kopalni zapowiada niespotykaną dotychczas rozmiarami katastrofę. Doktór Magott, kierownik zakładowej lecznicy, przystępuje natychmiast do organizowania pomocy lekarskiej. W godzinę potem, na miejscu powstaje sztab medyczny. Doktór Juroff, Molenda, Magott opracowują plan operacyjny. Przychodzą lekarstwa i sprzęt, a z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego dwie karetki reanimacyjne. Przyjeżdżają lekarze z obwodu i województwa. Okoliczne szpitale przygotowują miejsca dla tych, którym potrzebna będzie pomoc medyczna. Jest godzina 23. Noc bezsenna, duszna, pełna niepokoju. Rano organizacja polowego szpitala: uniwersalne nosze, aparatura tlenowa. W piątek wieczorem, kiedy lęk o życie górników wzrasta, doktór Juroff i Magott zjeżdżają na pochylnię 33. Upadami, głęboko w wodzie brną na kolanach obok walczącej z czarnym niebezpieczeństwem grupy górników: "Około godziny 60 usłyszałem głosy zasypanych. Mówił Błażejewski. Prosili o lekarstwa i pożywienie. Wracaliśmy jednak zrozpaczeni, ze świadomością, że próby dostarczenia jedzenia nie powiodła się z powodu złamania rurociągu. Byliśmy także jak podcięci na skutek dużej ilości dwutlenku węgla znajdującego się w powietrzu".

    Sobota. Wypadki płyną coraz szybciej. Na czterokilometrowym odcinku od szybu do zawału, uruchamiają się cztery stacje lekarskie. Mimo, że lekarze ze wszystkich ośrodków czuwają na zmianę, zaczyna brakować personelu. Obserwuje się także kryzys psychiczny rodzin oczekujących na bliskich.  Tym bardziej, że druga próba dostarczenia pojemnika z lekarstwami i żywnością również się nie powiodła. Dyżury lekarskie trwają po 12, 13 godzin, nawet pod ziemią. Doktór Świtała ma odparzone nogi. Wówczas w sukurs przychodzą lekarze z "Juliusza", "Mortimer-Porąbki", "Czerwonej Gwardii" i innych ośrodków.

    Niedziela, trzecia doba akcji. Kobiety nie chcą przyjąć posiłku w stołówce. Niektóre głodują od wielu godzin. Boją się odejść, słabną z wyczerpania fizycznego i psychicznego. I wreszcie "stamtąd", spod serdecznej opieki wielu lekarzy służących przemysłowi, przechodzi w inne serdeczne ręce pierwszy uratowany.
    /AS/
    216587/10
    216523/8
    216526/7
    216527/6

    Podziękowania dla Marka Słowińskiego za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1938 - Marian Karnecki z Gołonoga

    Zaświadczenie zdolności do służby wojskowej wydane 28.05.1938 roku dla p. Mariana Karneckiego, urodzonego w Gołonogu. Jego ojciec, Mieczysław, pracował w dąbrowskiej kopalni "Flora" a potem "Paryż".

    Podziękowania dla p. Daniela Zasimuka za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1993 - Huta Katowice - legitymacja

    Duplikat legitymacji pracowniczej, wydanej w 15.04.1993 roku, w Hucie Katowice.

    Podziękowania dla Jacka TZN za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • Przy ulicy Batorego

    W tle widoczny dom, który stał przy dawnej ulicy Batorego (widoczna jeszcze na niektórych mapach z lat 50tych).

    Podziękowania dla p. Wiesława Trzęsimiecha za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • Dom z ulicy Batorego

    Dom, który stał przy dawnej ulicy Batorego (widoczna jeszcze na niektórych mapach z lat 50tych).

    Podziękowania dla p. Wiesława Trzęsimiecha za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • 1934 - Tragiczny wypadek

    Artykuł z Przewodnika Katolickiego nr 11 z 18.03.1934:

    Na torze kolejowym w pobliżu stacji Dąbrowy Górniczej wydarzył się mrożący krew w żyłach wypadek. Nasypem obok toru szły dwie siostry: 9-letnia Zofja Wikaryk wraz ze swoją o trzy lata starszą siostrą Marją. Gdy nadjechał pociąg z Dąbrowy Górniczej, dziewczyny były tak zajęte rozmową, że nie spostrzegły go i nie zdążyły wporę zejść z nasypu. Stopień wagonu zawadził o młodszą siostrę Zofję i powlókł ją na przestrzeni kilku metrów. Przerażona Marja poczęła wołać o pomoc. Na krzyk jej zbiegli się ludzie, lecz pomóc już nic nie mogli, gdyż na torze leżały zmasakrowane zwłoki dziewczyny.


    Więcej
  • 1934 - Kongres w Dąbrowie

    Artykuł z Przewodnika Katolickiego nr 25 z 24.06.1934:

    Kongres Eucharystyczny w Dąbrowie Górniczej, w dniach 9 i 10 czerwca, rozpoczął się akademją z referatem Ks. Inf. Kruszyńskiego. W nocy odbyła się adoracja. W niedzielę Ks. Biskup Gawlina odprawił uroczystą Mszę świętą, a Ks. Biskup Kubina wygłosił kazanie. Po południu ruszyła olbrzymia procesja do Gołonoga. Brało w niej udział około 80 tysięcy ludzi. Przed kościołem w Gołonogu odbyło się zgromadzenie z referatem prof. Klem. Jędrzejewicza. Uchwalono rezolucje, potępiające bezbożnicze ataki na wiarę katolicką.

    Więcej
  • Hubertus i Huta Bankowa

    Lata 70te ubiegłego wieku - po lewej stronie widać tzw. Hubertusa, po prawej zabudowania Huty Bankowej.

    Podziękowania dla p. Kazimierza Sendka za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • Rada Miasta Dąbrowa Górnicza

    Bardzo możliwe, że na fotografii uwieczniono sesję radnych w Dąbrowie Górniczej. Zwraca uwagę układ podestów (przewodniczący, sekretarze?). W rogu duży piec kaflowcy a na ścianie widać kilka portretów - na jednym z nich można rozpoznać prezydenta miasta, Adama Piwowara.

    Podziękowania dla właściciela zdjęcia za przekazanie skanu.

    Więcej
  • Rondo na ulicy Tysiąclecia

    Lata 70te ubiegłego wieku i widok z ulicy Tysiąclecia w kierunku dzisiejszego ronda z ulicami: 11 Listopada, i Kosmonautów Po prawej stronie szkoła plastyczna. Na rondzie, w kierunku Manhattanu, ustawiono bariery. W tle jakby regularnie posadzone drzewa, resztki jakiegoś sadu?

    Podziękowania dla p. Kazimierza Sendka za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
1 2 3 4 5 6 7 8 .. 157