Wyniki wyszukiwania dla zapytania „kontakt

  • Ratownicy - kontakt z zasypanymi górnikami

    Fotografia z reportażu „4 dni i 3 noce w kopalni Gen. Zawadzki’ (Panorama nr 32, 1969). Podpis: „Żyją! Nawiązaliśmy z nimi łączność! Tę radosną wiadomość przekazują rodzinom ratownicy”.

    Więcej
  • Dawna Dąbrowa znów żyje

    2012-03-09 dąbrowski dodatek do „Dziennika Zachodniego” – artykuł „Dawna Dąbrowa znów żyje”, Piotr Sobierajski.

    Dzięki niemu wiele osób na nowo odkryło już Dąbrowę Górniczą i historię naszego miasta. O kim mowa? To Sylwester Dominik, który na co dzień pracuje w firmie telekomunikacyjnej, natomiast w wolnym czasie oddaje się swojej pasji, czyli poszukiwaniu pocztówek, zdjęć, map dokumentów oraz innych ciekawostek, związanych bezpośrednio z dąbrowską przeszłością.
    Efekty tych żmudnych i często bardzo długich poszukiwań możemy dziś zobaczyć na portalu www.dawnadabrowa.pl, gdzie rzeczywiście warto zajrzeć, by przenieść się w czasie.
    – Strona ruszyła w 2010 roku, ale cały czas się zmienia, tak by można było z niej wygodnie korzystać, jak najwięcej zobaczyć, być blisko przeszłości – podkreśla Sylwester Dominik. – Spotykałem i spotykam się nadal z wieloma osobami, które zajmują się regionaliami, od lat zbierają pocztówki, fotografie, mapy poszerzając dzięki temu swoje informacje na ten temat. Z czasem zaczęło się ze mną kontaktować wielu kolejnych pasjonatów historii Dąbrowy Górniczej i Zagłębia, także z zagranicy.  To wszystko sprawia, że zbiory stale się powiększają – dodaje.
    Najbardziej fascynujące, a często skrywające tajemnice i swoją historię są odnalezione po latach fotografie.
    – Dzięki temu można łączyć na nowo pewne fakty, odkrywać zapomniane często miejsca. Tak, jak obecnie staram się dokładnie ustalić, gdzie w Dąbrowie znajdowała się synagoga. Są dokumenty i mapy, które wskazują jej lokalizację, ale stuprocentowej pewności nie ma nikt. Niezwykle interesujące są także losy dąbrowskich zakładów fotograficznych i ich właścicieli, którzy przed dziesięcioleciami utrwalali ówczesne czasy oraz postacie ludzi. Chodzi tu m.in. o zakład Karpensteina i Brodnickiego – podreśla dąbrowianin.

    Więcej
  • Ks. Huszno - ostatnie chwile

    „Cuda Boże” – Miesięcznik Rodzin Katolickich, nr 11 2007 r.
    Artykuł udostępniony za zgodą Wydawnictwa AZ.

    Rankiem 24 maja 1939 r. na plebanii kościoła Najświętszej Maryi Panny Anielskiej w Dąbrowie Górniczej rozdzwonił się telefon. Telefonował Andrzej Huszno, ksiądz ekskomunikowany z Kościoła katolickiego za szerzone błędy teologiczne, założyciel sekty nazwanej Polskim Katolickim Kościołem Narodowym. Mężczyzna poinformował proboszcza ks. Stefana Niedźwiedzkiego, że jest ciężko chory i prosi o jego rychłe przybycie.

    Kiedy 47-letni ks. Andrzej Huszno podjął decyzję o skontaktowaniu się z ks. Niedźwiedzkim, już od 23 lat pozostawał w konflikcie z Kościołem katolickim. Zaledwie rok po święceniach, które otrzymał w 1915 r. został suspendowany (zawieszony) za niewypełnianie obowiązków kapłańskich. Rok później wydał broszurkę „Syn człowieczy”, w której głosił poglądy sprzeczne z katolicką doktryną. Zawarte w tej książce poglądy wprawdzie niebawem odwołał, ale niedługo potem opublikował nowe dziełko pt. „Kościół demokratyczny”, w której przekonywał o potrzebie powierzenia ludziom świeckim rozstrzygania w sprawach natury religijnej. Był już wtedy proboszczem parafii Mstyczów k. Jędrzejowa. Wybrała go na tę funkcję rada narodowa, a on objął ją bez pozwolenia władzy diecezjalnej. W 1919 r. po roku nielegalnego proboszczowania władze państwowe usunęły go z zajmowanego stanowiska a papież Pius XI potwierdził nałożenie na niego kar kościelnych. Ks. Huszno przez 10 miesięcy przebywał w więzieniu, a po zwolnieniu przez pewien czas współpracował z Franciszkiem Hodurem – samozwańczym biskupem utworzonej w USA sekty zwanej Polskim Narodowym Kościołem Katolickim.

    ks. Stefan Niedźwiedzki
    Fot. H. Bejda

    Kiedy 47-letni ks. Andrzej Huszno podjął decyzję o skontaktowaniu się z ks. Niedźwiedzkim, już od 23 lat pozostawał w konflikcie z Kościołem katolickim. Zaledwie rok po święceniach, które otrzymał w 1915 r. został suspendowany (zawieszony) za niewypełnianie obowiązków kapłańskich. Rok później wydał broszurkę „Syn człowieczy”, w której głosił poglądy sprzeczne z katolicką doktryną. Zawarte w tej książce poglądy wprawdzie niebawem odwołał, ale niedługo potem opublikował nowe dziełko pt. „Kościół demokratyczny”, w której przekonywał o potrzebie powierzenia ludziom świeckim rozstrzygania w sprawach natury religijnej. Był już wtedy proboszczem parafii Mstyczów k. Jędrzejowa. Wybrała go na tę funkcję rada narodowa, a on objął ją bez pozwolenia władzy diecezjalnej. W 1919 r. po roku nielegalnego proboszczowania władze państwowe usunęły go z zajmowanego stanowiska a papież Pius XI potwierdził nałożenie na niego kar kościelnych. Ks. Huszno przez 10 miesięcy przebywał w więzieniu, a po zwolnieniu przez pewien czas współpracował z Franciszkiem Hodurem – samozwańczym biskupem utworzonej w USA sekty zwanej Polskim Narodowym Kościołem Katolickim.

    Neopoganizm i rusofilia

    W 1921 r. ks. Huszno odwołał swoje błędy, ale już dwa lata później znowu znalazł się w ostrym konflikcie z Kościołem katolickim, zakładając w Dąbrowie Górniczej niezależną gminę religijną pod nazwą Polski Katolicki Kościół Narodowy. Kościół ten był trzecim – po mariawitach i tzw. hodurowcach – „polskim kościołem narodowym”. W swoim Kościele – jak czytamy w katolickiej „Niedzieli” z 1926 r. – Huszno „zaczął głosić nowoczesny poganizm: zaczął od odrzucenia kary wiecznej, następnie brnął dalej w błędach religijnych, aż wreszcie przestał wierzyć w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego i zaprzeczył nieśmiertelności duszy ludzkiej”.

        „Niechrześcijańską nową wiarę polską” szerzył w założonym przez siebie czasopiśmie „Głos Ziemowida”. W 1926 r. szukając formalnego oparcia dla swoich duszpasterskich pomysłów, ks. Huszno nagle zmienił front i z kościelnego „narodowca” przeistoczył się w „rusofila”. Tak właśnie powszechnie oceniano zawarcie przez niego unii z działającym w Polsce Kościołem prawosławnym, skutkujące zmianą nazwy sekty na Polski Narodowy Kościół Prawosławny. Ks. Huszno stał się Generalnym Administratorem tego Kościoła. „Niedziela” donosiła: „Po dwóch latach błąkania się po manowcach poganizmu nowoczesnego, Huszno nagle i niespodziewanie przeszedł na prawosławie. (…) Smutny to objaw, że nieszczęsny odszczepieniec, zaślepiony własną pychą, straciwszy raz gwiazdę przewodnią prawdy katolickiej, błąka się po coraz to nowych manowcach, nie mogąc już znaleźć drogi powrotnej do owczarni Chrystusowej”.

    Siewca duchowego zamętu

    Ks. Huszno siał wielki zamęt w głowach mieszkańców Dąbrowy Górniczej i całego Zagłębia. Przystojny mężczyzna oraz charyzmatyczny i elokwentny mówca cieszył się wielkim poważaniem wśród robotników i robotnic, stając się w pewnym sensie ich „ludowym trybunem”. Przyciągał ich do siebie nie tyle swoimi wywrotowymi po względem teologicznym kazaniami, co otwartym przyklaskiwaniem szerzącym się w tym robotniczym regionie ideom socjalistycznym i komunistycznym, wrogim w stosunku do chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego (osobiście był sympatykiem Polskiej Partii Socjalistycznej). Zjednywał sobie ludzi także praktykowanym przez siebie ziołolecznictwem. Oczywiście – jak można się domyślić – tak jak wielu kapłanów, którzy zerwali z Kościołem – kwestionował zasadność życia w kapłańskim celibacie. Miał żonę Stefanię (zmarła w 1932 r.) i córkę Indrę, którą zresztą sam ochrzcił.

    Swoje nabożeństwa sprawował w Dąbrowie Górniczej, w „szopie” znajdującej się w miejscu zwanym „Na Dziewiątym”. W szczytowym okresie jego Kościół liczył ok. 1500 wiernych. Ks. Huszno stał się pierwowzorem ks. Kani – jednej z postaci z napisanej w latach 1928-29 „zagłębiowskiej” powieści „Czarne Skrzydła” Juliusza Kaden-Bandrowskiego.

    Potępił swoją działalność

    Po odebraniu nieoczekiwanego telefonu ks. Niedźwiedzki skonsultował się z miejscowym biskupem i natychmiast udał się do mieszkania, w którym znajdował się chory na nowotwór ks. Huszno. Po przybyciu na miejsce katolicki proboszcz „odebrał od Ks. Huszno wyznanie wiary oraz pisemne oświadczenie publiczne (..), w którym Ks. Huszno potępia całą swą dotychczasową działalność sekciarską tudzież nawołuje do nawrotu tych wszystkich, których swoimi wystąpieniami w błąd wprowadził. (…) Potem odbył przed ks. Niedźwiedzkim z wielką skruchą spowiedź z całego życia. O rozrzewnieniu, w jakim trwał jeszcze przy Komunii św. (Wiatyku) i Ostatnim Namaszczeniu Olejem Świętym, mówiły jego łzy wśród szlochu, co do tego stopnia wzruszyło kilka obecnych osób, że i oni razem z nim płakali. W kilku następnych dniach uzupełniał swoją spowiedź generalną i przyjmował Komunię św. (…)”. O swoim powrocie do wiary katolickiej ks. Huszno zawiadomił także swojego prawosławnego zwierzchnika.

    Ostatnie chwile

    Choroba rozwijała się bardzo szybko. Na przełomie maja i czerwca ks. Huszno – w towarzystwie ks. Niedźwiedzkiego – którego od tej pory uznawał za swojego wielkiego „przyjaciela i opiekuna”, udał się do szpitala św. Łazarza w Krakowie. Leczenia nie podjęto, lekarze orzekli bowiem, że stan zdrowia chorego jest beznadziejny i na jego własne życzenie wypisali go do domu. Rankiem 4 czerwca ks. Huszno powrócił do Dąbrowy Górniczej, znajdując schronienie i opiekę w miejscowym szpitalu. Z pełnym poświęceniem zajęły się umierającym, posługujące w tej placówce siostry Szarytki. W artykule „Ostatnie chwile i zgon ks. Huszno” opublikowanym w parafialnym dodatku parafii MB Anielskiej do tygodnika „Niedziela” z 18 czerwca 1939 r. czytamy: „Przez cały czas choroby, z małymi jeno wyjątkami, zachowywał przytomność umysłu. Pragnął zawsze widzieć około siebie Ks. proboszcza Niedźwiedzkiego. W krytycznej chwili zwrócił się do Szarytek ze słowami: Gdzie Ksiądz Niedźwiedzki? Niechaj tu przyjdzie, bo czuję, że umieram. Dajcie mi gromnicę i odmawiajcie modlitwy, będę je powtarzał. Uczyniły, jak chciał i w tym powtarzaniu modlitw skonał tegoż dnia o godz. 13.30 licząc zaledwie lat 47, choć dawniej mawiał, że żyć będzie sto lat. Jeszcze za życia w tych ostatnich dniach jedno tylko wyrażał do Księdza proboszcza życzenie, aby był pochowany na cmentarzu katolickim, chociażby na ścieżce, po której ludzie depczą, aby i po nim najniegodniejszym deptali. W tym pokornym i pokutnym usposobieniu wytrwał już do końca życia, począwszy od chwili swego nawrócenia”.

    Grób ks. A. Huszno

    Skromnie i bez ostentacji

    Pogrzeb nawróconego kapłana zgromadził ogromne tłumy mieszkańców Dąbrowy. Obliczano je na 10 tys. osób. Wielu wyrażało ogromną radość z nawrócenia odstępcy, niektórzy jednak z sentymentem żegnali w nim swojego dawniejszego robotniczego „idola”. Trumnę z ciałem zmarłego ustawiono na katafalku we wnętrzu bazyliki NMP Anielskiej. Nawróconego księdza-odstępcę nie chowano jednak z całym ceremoniałem przewidzianym dla duchownego, ale jak osobę świecką, bez szat liturgicznych, przy ośmiu świecach, z udziałem tylko jednego kapłana, którym był ks. Niedźwiedzki, „skromnie i bez ostentacji”. „Trzeba bowiem wiedzieć, że Kościół rzymsko-katolicki zawsze był gotów przyjąć z powrotem Ks. Huszno do grona wiernych, lecz nigdy już do kapłaństwa: ołtarz dla niego był już na zawsze zamknięty, chociażby przy życiu trwał w nawróceniu” -czytamy w dodatku do „Niedzieli” sprzed niemal 70 lat.

        Podczas pogrzebu ks. Niedźwiedzki odczytał publicznie złożony przez ks. Huszno akt nawrócenia.

    Warto także nadmienić, że w tym samym dniu, w bocznej kaplicy świątyni odbył się katolicki chrzest dziesięcioletniej córki ks. Huszno (chrzest udzielony jej przez ojca ze zrozumiałych względów uznano bowiem za nieważny). Egzotyczne imię dziewczynki Indra zmieniono wówczas na Irena.

    Łzy dwóch matek

    Nie wiadomo dokładnie, co ostatecznie sprawiło, że ks. Huszno nagle i niespodziewanie, przed samą śmiercią powrócił do Kościoła. Z pewnością jednak miała w tym swój udział rodzina a zwłaszcza matka ks. Huszny – katoliczka, która bardzo bolała nad odstępstwem swego syna. Podczas ceremonii żałobnej ks. Niedźwiedzki zwrócił się do matki ks. Huszno wypowiadając znamienne słowa: „Tobie, matko, tej boleści, twoim łzom i żarliwej modlitwie zawdzięczać należy, że syn twój ukochany spoczywa tutaj w kościele na katafalku”. Na pewno za kapłanem-odstępcą wstawiała się u Boga również jego druga Matka – Ta z samego nieba – Matka Boża Anielska, przed którą – w gorących modlitwach – zatroskana kobieta wypłakiwała swoje żale.

        hb

    Więcej
  • Apel w obronie Hendrixa

    Wydarzenie, które było nietuzinkowe i ważne obywatelsko.  Dzięki jednemu z portali społecznościowych trafił do mnie apel z 1991 roku (prośba do właściciela o kontakt).

    Więcej
  • Nieudana zbrodnia wiarołomnej żony

    Artykuł z czasopisma „Polonia” z 10 sierpnia 1934 roku. Ze zbiorów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.

    Nieudana zbrodnia wiarołomnej  żony

    Niezwykle wyrafinowany plan mężobójstwa w Strzemieszycach

    Strzemieszyce i okolica poruszone zostały odkryciem niezwykłego planu zbrodni, uknutego przez żonę miejscowego sklepikarza, 33-letnią Stanisławę Jurczykową. zam. przy ul. Sławkowskiej 145. Chciała ona pozbyć się męża za wszelką cenę i w tym celu opracowała plan zbrodni. Zbrodniczą małżonkę zdradził mąż Roman Jurczyk, który tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności uniknął strasznego losu.

    Przed kilkoma dniami Jurczyk przyszedł do miejscowej policji, gdzie opowiedział szczegóły nieudanego zamachu. Policja jednak nie uwierzyła odrazu, sądząc, iż Jurczyk jest umysłowo chorym. Przeprowadzono szczegółowe śledztwo, które w zupełności potwierdziło straszne oskarżenie.

    Według oskarżenia Jurczyka, szczegóły zamachu przedstawiają się następująco:
    Przed kilkoma laty Jurczyk poślubił o 9 lat od siebie młodszą Stanisławę K. Miał sklep, który przynosił zyski, dające możność znośnej egzystencji. Małżeństwo było szczęśliwe do czasu, gdy Jurczykowa poznała młodego i dość przystojnego kolejarza. Pomiędzy Jurczykową a kolejarzem zawiązał się cichy romans, który trwał od pewnego czasu, jakby aprobowany przez Romaną Jurczyka, udającego, że o niczem nie wie. Ostatnio jednak Jurczykowa zapłonęła do swego adonisa w mundurze, płomienną miłością, spotkawszy się z jego strony z pewnymi zbyt wiążącemi propozycjami. Przeszkodę jednak stanowił mąż.

    Wtedy w głowie przewrotnej kobiety powstał zamiar zgładzenia swego męża. Kobieta postanowiła otruć swego męża. a nie chcąc ściągnąć na siebie podejrzeń, załatwiła kontakt z niejakim Tadeuszem Kozłem, znanym złodziejem, którego obietnicą sowitej nagrody wciągnęła do zbrodniczej spółki. Kozioł miał dostarczyć Jurczykowej trucizny, któraby działała powoli, lecz skutecznie.

    Rękami drżącymi z tłumionej radości odbierała Jurczykowa proszek, który miał ją wreszcie wyzwolić z niewolniczych pęt małżeńskich. Nie przypuszczała ona jednak, że u złodziejskiego wspólnika jej odezwało się w tej chwili sumienie i nie chcąc przyczynić się do
    śmierci niewinnego człowieka, zamiast trucizny wręczył jej zupełnie nieszkodliwy proszek. Nie odmówił wręcz, ponieważ  wolał zarobić.

    Kiedy po tygodniu Jurczykowa nie zauważyła u męża żadnych zmian chorobowych,przekonala się. że została oszukana. Wtedy zrodził się w jej głowie nowy plan zbrodni. Mianowicie postanowiła męża zastrzelić i w tymi celu wręczyła Kozłowi rewolwer z nabojami. Mordercą miał być Kozioł. Żeby odwrócić podejrzenia zbrodnicza kobieta, obsypując męża czułościami zaczęła, żartować, strasząc go śmiercią. Żartami zdołała wymusić od niego karteczkę, na której napisał: „Strzelam się ponieważ tak mi się podoba”. Karteczkę tę wręczyła Kozłowi, ażeby po zbrodni, położył ją obok trupa.

    W dniu, w którymi miał nastąpić zamach, wyniosłą się do koleżanki, pozostając tam nawet na noc. Miało to odwrócić od niej wszelkie podejrzenie.

    Kozłowi, który przyszedł do Jurczyka, celem zastrzelenia go i tym razem sumienie nie pozwoliło popełnić strasznego przestępstwa, to też zdradził Jurczykowi, ohydny plan jego żony. Przerażony do najwyższego stopnia Jurczyk zameldował o wszystkiem policji. Zbrodniczą małżonkę i wspólnika Kozła oraz kochanka-kolejarza aresztowano. W rękach policji znalazł się rewolwer, naboje, resztki „trucizny” i przedśmiertna kartka.

    Śledztwo trwa

    Więcej
  • Głodówka strajkujących w podziemiach

    Artykuł z czasopisma „Polonia” z 1 stycznia 1935 roku. Ze zbiorów Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.

    Głodówka strajkujących w podziemiach

    Sytuacja na zatopionej kopalni „Baśka” w Gołonogu, gdzie górnicy i strejkują w podziemiach, z godziny na godzinę staje się poważniejszą. Strejkujący, którzy przebywają na podszybiu, skutkiem zimna przenieśli się na niższy poziom, zagrożony naglem zatopieniem. Woda przybywa w dalszym ciągu i zalała już pochylnię na przestrzeni 70 metrów. Długość pochylni wynosi około 90 metrów to też gdy woda dosięgnie tej wysokości, może w bardzo szybkim tempie zalać niższy poziom, gdzie przebywają strejkujący.

    Niebezpieczeństwo, jak widać, jest bardzo groźne, to też istnieje uzasadniona obawa o los 60 ludzi, nazywanych już straceńcami. W niedzielę wieczorem sytuacja strejkowa została zaostrzona, ponieważ przebywający w podziemiach, po porozumieniu się. zastosowali głodówkę. Nie przyjęli oni już dostarczonego im przez rodziny pożywienia. Na powierzchni rozgrywały się dramatyczne sceny. głodówce zakomunikowano najbliższym, wśród kobiet i dzieci wybuchł powszechny płacz.

    Kobiety nachylały się nad ciemną czeluścią szybu i z płaczem błagały mężów, ojców i synów o przyjęcie skromnych posiłków. Odpowiadało im tylko głuche i ponure echo, bo szloch ich ginął w przestrzeni.

    Zrozpaczone kobiety wlokły się do domu, a niektóre z nich pozostawały na terenie kopalni. Wśród strejkujących jest kilkunastu z dalszej okolicy, którym nawet w pierwszych dniach strejku, nikt nic dostarczał pożywienia. Ci już oddawna głodują przymusowo, zaś jedli tylko to, czym, dzielili się z nimi koledzy.Równocześnie z zastosowaniem głodówki, strajkujący odczepili windę od liny, przerywając w ten sposób ostatnie połączenie ze światem.

    Od ubiegłej niedzieli dokładnie nie wiadomo, co dzieje się w podziemiach.
    Wszelkie próby nawiązania kontaktu z dołem zawiodły. Dół milczy, jakby tam nie było już żywej istoty. W starostwie Będzińskiem wyznaczona została konferencja w tej sprawie, która jednak nie doszła do skutku, ponieważ strejkujący nie wysłali swych delegatów. Wobec tego odbyła się tylko narada władz.

    Rozpaczliwy strajk robotników „Baśki” poruszył całe Zagłębie, wywołując, zwłaszcza wśród górników, żywe współczucie. Na ulicach miast o niczem się nie mówi, tylko o tragedii nieszczęśliwych, tak strasznie krzywdzonych robotników. Ponieważ na temat zatapiania „Baśki” krąży szereg różnych sprzecznych wersyj, jest więc konieczne stwierdzenie faktycznych przyczyn zmiany pomp na kopalni „Flora”, co jak wiadomo, spowodowało obecną tragedię.

    Więcej
  • Zaświadczenie Marceli Szmal - rewers

    Niezwykły dokument potwierdzający tożsamość Polaka przybywającego do Polski z Anglii po wojnie. Marceli Szmal jako miejsce docelowe określił dąbrowskie Strzemieszyce. Niestety jak na razie to jedyne powiązanie Marcelego z Dąbrową. W Sztygarce znajduje się spora ilość dokumentów wojskowych wystawionych na jego nazwisko, lecz niestety nie znamy historii jego losów. Czy może nadal w naszym mieście mieszkają przodkowie pana Marcelego i zachcieliby opowiedzieć jego dzieje? Zapraszamy do kontaktu.

    Serdeczne podziękowania dla Muzeum Miejskiego Sztygarka, a  w szczególności Magdzie Cyankiewicz, za udostępnienie materiałów.

    Więcej
  • Zaświadczenie Marceli Szmal

    Niezwykły dokument potwierdzający tożsamość Polaka przybywającego do Polski z Anglii po wojnie. Marceli Szmal jako miejsce docelowe określił dąbrowskie Strzemieszyce. Niestety jak na razie to jedyne powiązanie Marcelego z Dąbrową. W Sztygarce znajduje się spora ilość dokumentów wojskowych wystawionych na jego nazwisko, lecz niestety nie znamy historii jego losów. Czy może nadal w naszym mieście mieszkają przodkowie pana Marcelego i zachcieliby opowiedzieć jego dzieje? Zapraszamy do kontaktu.

    Serdeczne podziękowania dla Muzeum Miejskiego Sztygarka, a  w szczególności Magdzie Cyankiewicz, za udostępnienie materiałów.

    Więcej
  • Zbrodnia hitlerowska na mieszkańcach Ząbkowic

    Artykuł z Dziennika Zachodniego z 21 kwietnia 1945 roku.

    Nagie trupy z rozbitymi czaszkami

    Ekshumacja 13 ofiar „Gestapo” w Sosnowcu

    20. bm. na cmentarzu w Nowym Sielcu w Sosnowcu, odbyta się ekshumacja zwłok 13 mieszkańców Ząbkowic, zamordowanych przez „Gestapo“. Wszyscy oni byli pochowani w jednym, wspólnym grobie, który odkryty został przypadkowo, przez grabarza cmentarza nowosieleckiego. Grabarz cmentarza nowosieleckiego opowiada, że przed dwoma laty, w nocy, na cmentarzu zauważył grupę ludzi, którzy, po sprawdzeniu okazali się „Gestapowcami“. Wykopali oni jeden, wielki grób, w którym pochowali kilkanaście ciał ludzkich. Grabarza, który był jedynym świadkiem tego, zobowiązali do milczenia, grożąc mu w razie zdrady, karą śmierci. To też dopiero obecnie, po ucieczce niemców, wiadomością swą podzielił się z władzami. Zarządzono ekshumację zwłok i po przeprowadzeniu dochodzeń zdołano zidentyfikować 13 osób. Są to: Wincenty Biały i syn jego Władysław, Henryk i Tadeusz Gajdeccy, Józef i Władysław Przybyłowie, Franciszka i Zofia Przybyła, Eleonora Woźniak, Alfreda Kaczmarzyk, Tadeusz Magnowski, Stanisława Kotkowska i Mieczysław Kotkowski, wszyscy mieszkań­cy Ząbkowic. Przed dwoma laty zostali oni aresztowani przez Gestapo jako podejrzani o działalność polityczną i osadzeni w więzieniu na Radosze pod Sosnowcem. Stamtąd przeniesiono ich do wię­zienia w Mysłowicach, a po kilku tygodniach rodziny straciły kontakt z nimi. Policja oświadczyła im, że wywiezieni zostali do obozu w głąb Niemiec, zatajając prawdę. W tym czasie bowiem nieszczęśliwi już nie żyli. Zamordowani w okrutny sposób przez „Gestapo“ znaleźli wieczny spokój na cmentarzu. Obecny przy ekshumacji zwłok lekarz powiatowy dr. Bliństrup, stwierdził, że wszyscy zginęli gwałtowną śmiercią. Wskazują na to głębokie rany kłute na całym ciele, połamane ręce i nogi i rozbite czaszki, z których wytrysnął mózg. Z zamordowanych zdarto odzież i nago przywieziono na cmentarz, grzebiąc w jednej mogile. Wszystko wykonano w nocy, ażeby ukryć jeszcze jeden zbiorowy mord, dokonany przez zwyrodnia­łych gestapowców, na Polakach.  Nie darowano nawet kobietom, które podzieliły los swych ojców i braci. Ekshumację przeprowadzono na skutek starań P. P. R, i Zw. Walki Młodych z Ząbkowic. Zmasakrowane ciała w trumnach przewieziono do Ząbkowic, gdzie pochowano je na miejscowym cmentarzu. Nazwiska odnalezionych w grobie na cmentarzu w N. Sielcu powiększą listę ofiar zbrodniarzy niemieckich, którzy chcieli wytępić cały Naród Polski uznając zbrodnicze hasło: „cel uświęcą środki“.

    Więcej
  • Żyd na nieznanej ulicy - kolorowe zdjęcie

    W połowie listopada skontaktował się ze mną Sylwester Rutkowski, który zajmuje się retuszem, renowacją oraz koloryzacją starych fotografii. Efekt jego pracy załączam tuż obok.

    Unikalne zdjęcie z nieznanej dąbrowskiej ulicy. Najprawdopobodniej jest to teren getta. Na ramieniu starca widać opaskę z gwiazdą Dawida (podobnie mężczyzna w tle). W przyszłości, szukając tej lokalizacji, warto wziąć pod uwagę bardzo regularną kostkę brukową.

    Podziękowania dla Muzeum Miejskiego „Sztygarka” za udostępnienie zbiorów. 

     

     

     

    Więcej
  • Nagrobek właściciela dąbrowskiego browaru

    Fotografia przedstawia nagrobek (czeladzki kirkut) właściciela dąbrowskiego browaru – Izraela Sercarza. Warto zwrócić uwagę na fakt, że insktypcje są w języku jidysz, esperanto i polskim.

    Tu spoczywa bł. p.
    IZRAEL SERCARZ
    ur. 7-go grudnia 1867
    zm. 19-go maja 1930
    Cześć jego pamięci

    Dopóki nie przeczytałem książki p. Witolda Wieczorka, to nie miałem wiedzy, że i w Dąbrowie Górniczej funkcjonował prawdziwy browar! Rodzina Sercarzy była wtedy bardzo znana w całym regionie Zagłębia. Dąbrowski browar znajdował się najprawdopodobniej w okolicach dawnej fabryki braci Klein. Pan Witold dotarł w swoich poszukiwaniach również do planów browaru i starej reklamy BROWAR DĄBROWA. Aktualnie nie są znane żadne zdjęcia budynku, nie jest znany adres, nie ma go zaznaczonego na żadnej mapie, nie ma ani jednego dokumentu. Zatem… ileż do odkrycia !

    Wg informacji przekazanych przez p. Annę Jabłońską na terenie hali produkcyjnej zakładów braci Klein znajdowały się ujęcia wody głębinowej i dawne wyposażenie browaru.

    Czy ktoś ma kontakt z późniejszymi właścicielami Zakładów Wyrobów Metalowych? Jeden z nich nazywał się Kuzior. Być może są zachowane jakieś mapy lub dokumenty?

    19.12.2015 p. Andrzej Nowak przesłał taką informację: W 1959 roku rozpocząłem naukę w szkole podstawowej nr 3 przy ulicy Łukasińskiego.  Miała ona drugie wejście od ulicy Chopina. Naprzeciw tego wejścia (trochę niżej w stronę ulicy Sobieskiego) znajdował się duży murowany gmach (już w rozsypce) na który wszyscy mówili browar.

    02.12.2015 L.K. przesłał niniejszą informację: „Kleinowie wykupili  zabudowania nieczynnego już wtedy browaru i na tym  właśnie terenie powstała fabryka Kleinów. W pozostałej części niewykupionych budynków po browarze w okresie międzywojennym funkcjonowała mała manufaktura jednoosobowa produkująca na zamówienie wyroby z parafiny.”

    Podziękowania dla p. Witolda Wieczorka za niesamowite opracowanie dotyczące zagłębiowskich browarów i przesłanie skanu fotografii oraz dla p. Grzegorza Onyszki (autor zdjęcia).

    Więcej
  • Kolorowa Szosowa czyli Sobieskiego

    W mojej opinii jedna z najpiękniejszych pocztówek z kolekcji Przemysława Woźniaka. Niesamowicie rzadko spotykana – od 6 lat to mój pierwszy kontakt z tym widokiem. W kamienicy po lewej stronie była siedziba apteki (nad wejściem dwujęzyczny napis – po polsku i cyrylicą). Za nią prostopadła ulica to Klubowa (dzisiejsza 3go Maja).

    Pocztówka sygnowana Nakł. Księg. A. Zmigroda czyli Żmigróda z Będzina.
    Rewers.

    Podziękowania dla p. Przemysława Woźniaka za udostępnienie prywatnego archiwum.

    Więcej
  • Panorama z bloku

    Czyżby to była fotografia wykonana z bloku przy ul. Królowej Jadwigi 25? W tle, na linii horyzontu, widać jakby zarys PKZ?

    Proszę o kontakt osobę, która przysłała do mnie to zdjęcie.

    Więcej
  • Z bloku przy ul. Królowej Jadwigi 25

    Czyżby to była fotografia wykonana z bloku przy ul. Królowej Jadwigi 25?  A pierwsza widoczna ulica, tuż przed budowanym pawilonem to ulica Reymonta?

    Blok przy ulicy Adamieckiego (lewa część fotografii) wygląda jakby był jeszcze w budowie a na ulicy Królowej Jadwigi, przy Markurym, widać pochód/kondukt?

    Proszę o kontakt osobę, która przysłała do mnie to zdjęcie.

    Więcej
  • Weterani szos

    Artykuł z „Wieczoru” wydanego 20 sierpnia 1984 roku.

    Muzeum na IV piętrze. Najstarszy w Polsce motocykl?
    Weterani szos na dwóch kółkach

    Tworzymy jedną rodzinę zapaleńców kochających stare motocykle — mówi MIROSŁAW STEFAŃCZYK, prezes Koła Motocykli Zabytkowych VC-1978 Automobilklubu Śląskiego działającego przy Spółdzielni Mieszkaniowej „Lokator” w Dąbrowie Górniczej. — Nie musimy na nich koniecznie jeździć, samo posiadanie sprawia nam wiele satysfakcji, tak jak komuś innemu znaczki pocztowe, czy rybki w akwarium. W kraju, dzięki organizowanym dość często zlotom, wszyscy się znamy… po motocyklach. Marka jest jakby wizytówką.

    Do szczególnego rodzaju klubów motorowych należą kluby starych motocykli. Jeden z takich znajduje się w Dąbrowie Górniczej. Należy do niego 25 członków. Posiadają 20 motocykli, wyprodukowanych przed 1950 r. Najstarszy to „Wanderer” z 1907 r. wyprodukowany w Schoenan, obecnie Karl-Marx-Stadt. Firma ta należała do nielicznych, które już na początku XX w. wytwarzały wszystkie części i podzespoły motocykli, włącznie z silnikami, we własnych zakładach. Motor ten ma silnik dwucylindrowy o pojemności skokowej 400 ccm i mocy 3 KM. Średnica kół 320 mm, waga 67 kg i możliwość osiągnięcia prędkości do 70 km/ godz. czego jednak od dłuższego czasu nikt nie miał odwagi sprawdzić. Potencjalnie jest to możliwe, gdyż motocykl jeździ. Prezes Stefańczyk, od czasu do czasu, uruchamia go na wszelkiego rodzaju zlotach, wygrywając za każdym razem w konkurencji na najstarszy model.

    — Jazda na nim jest bardzo niebezpieczna, gdyż napęd z silnika na koła przenoszony jest pasem klinowym. Nie ma tutaj ani skrzyni biegów ani sprzęgła. Zahamowanie takim motorem wymaga długiej drogi. Uruchamia się go tylko okazjonalnie  a poza tym onony są już bardzo zdarte, przednia pamięta nawierzchnie z 1907 r. Z ciekawostek wyposażenia należy jeszcze wspomnieć o    oświetleniu. Z przodu zawieszona jest lampka karbidowa, z tyłu świateł brak.

    Członkowie Klubu w Dąbrowie Górniczej nie dysponują żadnymi funduszami. Instytucją, która najbardziej pomaga, jest Spółdzielnia „Lokator”, udostępniając, w jednym z domów na osiedlu Zamkowym, pomieszczenie na IV piętrze. Motocykle, które aktualnie nie są używane wniesiono na plecach z myślą o zrobieniu w przyszłości ekspozycji. Obejrzeć tu można maszyny D-Rad 500 ccm — 1929 r., NSU — 1939 r., NSU OSL— 1941 r. i BSA — 1929 r.

    Pomieszczenia wymagają jeszcze urządzenia i gospodarze planują zakończyć prace na przełomie marca — kwietnia. z początkiem sezonu. Wszystkie prace wykonują własnymi rękami, kupując niezbędne materiały. Spółdzielnia opłaca tylko czynsz
    i światło.

    Skąd się zdobywa takie motocykle? Ano, różnie. Ponoć jest ich w Polsce jeszcze dużo. Tylko trzymane są w ukryciu. Właściciele nie chcą się przyznać, że mają takie „cacka”. Pertraktacje o kupnie trwają czasem kilka lat. A cena takiego starego motoru waha się w granicach ceny urzędowej „malucha”, bywa. że dużego „Fiata”.

    Organizacja ekspozycji muzealnej nie należy do łatwych przedsięwzięć. Organizatorzy z Dąbrowy zwracają się z prośbą do wszystkich, którzy mogliby pomóc, a zwłaszcza do b. członków Klubu Motorowego „Jaskółka” o kontakt, za pośrednictwem naszej redakcji.
    CEZARY ORZECH

    Podziękowania dla Klubu VC 19-78 MC POLAND (Veteran Club 19-78 Dąbrowa Górnicza) za udostępnienie archiwum.

    Więcej
  • Huta Katowice - budowniczowie

    Proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię. Pochód w nieznanym miejsu – mur podobny, do tego, który jest przy cmentarzu w Będzinie?

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - socjalistyczna ojczyzna

    Proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię. Pod orłem widać część napisu:

    …PRACY DLA SOCJALISTYCZNEJ OJCZYZNY
    …WYKUWAMY PATRIOTYCZNĄ JEDNOŚĆ
    CAŁEGO NARODU

    Informacja od Leszka Maszczyka: zdjęcie wykonano w Katowicach na ulicy 3 Maja. Fotograf stał tyłem do Placu Szewczyka, za rusztowaniem z orłem jest ulica Stawowa.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Budowniczowie huty Katowice

    Proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię. Pochód w nieznanym miejsu – mnóstwo flag, transparenty, białe koszule i krawaty. Po lewej stronie nieczytelna nazwa nad sklepu.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - spychacz

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - z rurami

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - COLES

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię. Na kabinie dźwigu napis – COLES.

    Informacja przesłana przez Aleksandra Wolskiego: „Zdjęcie przedstawia budowę wielkiego pieca. Jest to jego część zasadnicza, której poszczególne części nazywają się: gardziel, szyb, przestron, spadki i gar.”

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - wnętrze hali

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - montaż urządzeń

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - industrialnie

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - nagrzewnice

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Informacja przesłana przez Aleksandra Wolskiego: „To nagrzewnice, czyli instalacje podgrzewające powietrze niezbędne do podtrzymania spalania w wielkim piecu”.

    Informacja przesłana przez p. Marka Sikorę w lutym 2014 roku: Do podtrzymywania płomienia wystarczy sam dmuch (jak w palenisku kowala), nagrzewnice służą do jego podgrzania i w dużej mierze do oszczędności zużycia koksu. Dlaczego są cztery nagrzewnice (wys. 52m): Jedna jest w fazie zdmuchiwania (przedmuchuje się zimne powietrze przez wygrzaną ceramiczną kratownicę, które się nagrzewa do 1400 st. C) a następnie trafia do rurociągu gorącego dmuchu, okrężnicy i przez zestawy dyszowe do Wielkiego Pieca, jedna jest odstawiona a dwie są w fazie opalania (wygrzewania gazem wielkopiecowym czasem z dodatkiem koksowniczego).

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Huta Katowice - prace montażowe

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Budowa kombinatu

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Fundamenty

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Hale Huty Katowice

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej
  • Kafar

    Huta Katowice w trakcie budowy – proszę o kontakt osoby, które mogą pomóc opisać tą fotografię.

    Podziękowania dla www.architekt.bedzin.pl za udostępnienie zbiorów.

     

    Więcej

Wyszukiwaniew naszej bazie

Nawiguj klikając na trójkąty poniżej

♦ - wpis encyklopedyczny

Losowy memoriał

Więcej

Nasza baza 

6795 - skany

153 - wpisy encyklopedyczne

319 - dawne artykuły prasowe

Współpraca

Muzeum

Forum

Dawna Dąbrowa

menu
zamknij