Z zagłębia Dąbrowskiego

Opis:

Dzwonek Częstochowski – sierpień, Rok II, Tom VIII,  1902

Z zagłębia Dąbrowskiego. Dąbrowa Górnicza znana jest z dawien  dawna nietylko w kraju, ale i za granicą –  kiedy bowiem w okolicy tutejszej przemysł zupełnie spał, a ludność wsi i miasteczek jedynie rolnictwem zająta była, już w Dąbrowie strzelały w górę kominy fabryczne.

Istniały tu najpierwsze w kraju kopalnie wybornego węgla kamiennego i huty do przetapiania rud żelaznych z galmanów. — Tu był  zarząd zachodniego okręgu górniczego, mieszczący się w przepięknym  gmachu, w stylu gotyckim zbudowanym, w którym mieści się obecnie wzorowo prowadzona szkoła rządowa sztygarów. Tu się skupiało życie umysłowe i towarzyskie, podtrzymywane przez miejscowych urzędników i okolicznych obywateli. — Dziś cała okolica zamieniła się w jedną osadę fabryczną.

Gdzie były piękne lasy, urodzajne pola, zielone łąki, ogrody dworskie, obecnie wznoszą się kominy fabryczne, a nawet na piaskach lotnych wydobywa się węgiel i warczą koła różnych maszyn.

Bendzin, niegdyś mała żydowska mieścina, wyróżniająca się od innych drewnianymi z podcieniami budowanymi domami, i starożytnym, z czasów Kazimierza Wielkiego na górze wznoszącym się zamkiem — dziś przemienił się w duże i bogate miasto fabryczne. — Tam, gdzie dawniej mieszczanie mieli stodoły, teraz mają piętrowe kamienice z bogatymi sklepami, sami prawie żydzi. Wszystkie ulice ma brukowane— jest tu biuro naczelnika powiatu i duże koszary wojskowe.

Cicha i sympatyczna Czeladź, —dawniej miasto biskupie, zamieszkałe przez rolników i kilkudziesięciu traczów (według miejscowego narzecza krupów) wyrabiających płótno z przędzy dostarczanej przez gospodynie miejskie i wiejskie, przemieniła się w dość sporą osadę górniczą.

To samo stało się z uroczem Zagórzem, z pięknym Grodźcem, z Gołonogiem, Sielcem, Klimontowem, Niwką, Strzemieszycami i z Sosnowcem. — Wszędzie kopalnie, huty, przędzalnie, szklarnie i różne zakłady rękodzielnicze. Szczególniej Sosnowiec zmienił się do niepoznania. Dawniej miał tylko dziesięć zagród wieśniaczych wśród pięknych lasów, gdzie dziedzice Gzichowa z sąsiadami jeździli na polowanie, a dziś rozrósł się w olbrzymie miasto, niezmiernie bogate i handlowe. Z rozwojem przemysłu powiększyła się ludność przez napływ z różnych zakątków kraju, a nawet z zagranicy — a wskutek powiększenia się ludności, okazała się potrzeba powiększania starych i budowania nowych kościołów. — Nasz robotnik, pomimo różnych wad, jest zawsze ofiarnym na chwałę Bożą, chociaż mało zarobi, to i tem dzieli się z kościołem, bo wie, że kościół jest jedyną ucieczką i schronieniem w smutnych i bolesnych wypadkach życia. Wprawdzie zjawiają się już i pomiędzy robotnikami filozofowie, wykształceni w teatrach i cyrkach, którzy nie bardzo o kościół i o życie religijne dbają,  ale tych, dzięki Bogu, jest jeszcze nie wiele. — Większość wierzy i niesie swój krwawy grosz na chwałę Bożą. — Wskutek tej ofiarności w ostatnich czasach powiększono i przepięknie wymalowano kościół w Gołonogu, gdzie lud okoliczny ma szczególniejsze nabożeństwo do Ś-go Antoniego. Powiększono i odnowiono kościół parafialny i na cmentarzu grzebalnym w Bendzinie.—Zbudowano nowy w Sosnowcu, w Niwce, w Zagórzu i w Granicy. Buduje się nowy w Dąbrowie-Górniczej pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej, w Strzemieszycach pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i Serca Jezusowego — a w Ząbkowicach starają się o zatwierdzenie planów także na nowy kościół.

Obok kościołów powstało mnóstwo szkółek elementarnych jedno i dwuklasowych, pensyj żeńskich i specyalnych zakładów naukowych wyższych.

W Dąbrowie jest rządowa z kursem czteroletnim szkoła Sztygarów i szkoła rzemiosł dla kobiet założona przez panią Zawadzką. — W Bendzinie jest szkoła handlowa ośmioklasowa założona przez obywateli i przemysłowców. — w Sosnowcu gimnazyum realne. — Na szczególną uwagę zasługuje szkoła dla dziewcząt, założona przez p. Strasburgera, dyrektora kopalni: „Kazimierz“, „Feliks“ i innych w osadzie Niemcy pod Strzemieszycami. W tej szkole uczą nie tylko pisać i czytać, ale nadto uczą szyć, prać, prasować, gotować—w ogóle tego wszystkiego, co jest potrzebne kobiecie, a zwłaszcza żonie  robotnika w życiu codziennem. Szkoła ta, jeżeli przewodniczki jej trzymać się będą zasad religijnych i swoje uczennice w tym tylko duchu wychowywać, odda ogromne korzyści społeczeństwu, a następne pokolenia błogosławić będą jej założyciela. I słyszeliśmy, że w tejże osadzie Niemcy kosztem towarzystwa kopalniowego urządzono piękny ogród spacerowy dla publiki, gdzie urzędnik i robotnik może odetchnąć świeżem powietrzem, a w święta po południu posłuchać może wybornej muzyki górniczej. — Oprócz tego ma tu być zbudowany wspaniały gmach, w którym  będą urządzone sale zebrań dla urzędników i robotników oddzielnie, aby tych ostatnich zająć muzyką, czytaniem pożytecznem i innemi szlachetnemi rozrywkami. Bardzo pożądaną jest rzeczą, aby i w innych miejscowościach fabrycznych zaopiekowano się robotnikami, a niezawodnie podniósłby się ich poziom moralny i umysłowy.

Zwykle w okolicach fabrycznych przeludnionych bywa sporo zamożnych ludzi, ale też nie brak nędzy i to nieraz bardzo wielkiej. Tu złażą się z różnych okolic niedołęgi, bo im się zdaje, że na ulicy płynie złoto, a jak przysłowie mówi, zdaje  im się,  że tu płoty kiełbasami grodzą, a wrota i bramy kukiołkami zapierają — tu wskutek ciężkiej pracy pracownicy tracą prędko zdrowie i stają się bezsilnymi starcami; a wskutek nieprzewidzianych wypadków wielu nabywa nieuleczalne kalectwa — a nawet życie kończy na miejscu wypadku lub w szpitalu, zostawiając po sobie biedne wdowy obarczone nieletniemi dziećmi bez żadnego sposobu do życia — otóż dla tych nieszczęśliwych towarzystwa fabryczne pobudowały  szpitale według wymagań hygieny. Każda fabryka ma swój szpital, swoich doktorów, felczerów i wszelką obsługę. — W Dąbrowie i w Pogoni opiekę nad chorymi mają Siostry miłosierdzia, Szarytkami zwane. — Też Siostry mają być przy szpitalu w Czeladzi, wystarał się o to wielce zacny i powszechnie szanowany dyrektor kopalni „Saturn” p. Hieronim Kondratowicz. Zaś dla zaopiekowania się sierotami i niedołężnymi starcami, którzy nie mają prawa być umieszczanymi w szpitalach fabrycznych, ludzie dobrej woli i odczuwający niedolę nieszczęśliwych zajęli się przez utworzenie Towarzystwa Dobroczynności. W Bendzinie i w Sosnowcu Towarzystwo to już zostało zatwierdzone i dużo dobrego robi, zwłaszcza w Bendzinie, gdzie już ma własny gmach dla  pomieszczenia ochronki i urządzenia zabaw na dochód ochronki — a co najważniejsza, to, że w Bendzinie znalazła się z intelligencyi osoba wielkiej zacności, która z prawdziwem poświęceniem i z niezwykłą umiejętnością zajmuje się drobną dziatwą w ochronce. — Osobą tą jest siostra miejscowego rejenta p. Cieszkowskiego. Oby jej Pan Bóg dał długie życie i zdrowie jak najlepsze!

W Dąbrowie Górniczej myśl założenia Towarzystwa Dobroczynności już dawno powstała wśród tutejszej intelligencyi, a zwłaszcza panie  bardzo i serdecznie ją popierały swoimi szlachetnymi czynami.

Do liczby tych aniołów, ocierających łzy nieszczęśliwym, należały  Panie: Delmont, Tomaszewska, Thibaudet, Kozłowska, Rogalewicz,  Adamiecka, Hussarzewska, Hartingh, Włodzimierzowa Bielska, Kondratowicz, Cieszkowska, Koszko, Riehl, Grabińska, Kontkiewicz, Bukowiecka, Dąbrowska, Śliziń. Te panie zbierały składki miesięczne, szyły ubrania, kupowały lekarstwa i zaopatrywały biedaków w żywność. —  Ponieważ wiele z tych zacnych pań wyjechało z Dąbrowy, a nędza została, nawet wskutek zastoju w fabrykach powiększyła się, więc też utworzyło się nowe Towarzystwo,  zatwierdzone przez władze rządowe. Głównie o to starali się W. P. Wasiutyński, Mieczysław Grabiński, Feliks Kwiecień, Antoni Hłasko, Stanisław Kontkiewicz, Felicyan Gadomski, Leopold Piwowar i proboszcz miejscowy.

Z pomiędzy pań do zarządu wybrano: p.p. Wiktorową Wasiutyńską, Włodzimierzową Bielską i Józefową Paschalisową.

Na kandydatów i zastępców otrzymali głosy: p.p. Maksymilian  Żołędziowski, p-nie: Mieczysławowa Grabińska, Stanisławowa Kontkiewiczowa i Wieczorkiewicz, doktorowa.

Na członków zapisało się bardzo wiele pań i panów, miejscowe duchowieństwo, obywatele i zamożniejsi fabrykanci. W zbieraniu podpisów wielką zasługę położyli p.p. Józef Gielg i Aleksander Kalinkowski, obaj adwokaci. Całe Towarzystwo ożywione jest jak najlepszym duchem i ma najpiękniejsze zamiary, a osoby wybrane do zarządu mają wpływ i szacunek ogólny, znajomość rzeczy, stosunki wpływowe i dużo energii — zatem jest nadzieja, że przy pomocy Bożej ta piękna i z Ducha Chrystusowego wypływająca instyucya stanie się dla Dąbrowy prawdziwem dobrodziestwem i nie pożyte zasługi położy dla całego społeczeństwa. – Co daj, Boże!

ks. Grzegorz Augustynik.

Przeczytaj więcej w Cyfrowej Encyklopedii Dąbrowy Górniczej: Osoby - Mieszkańcy - Augustynik Grzegorz - ksiądz Bibliografia - Czasopisma i gazety - Dzwonek Częstochowski Osoby - Przemysł - Górnicy - Felicjan Gadomski Religia - Kościoły rzymskokatolickie - Kościół św. Antoniego z Padwy Religia - Księża i siostry zakonne - Ksiądz Grzegorz Augustynik Osoby - Stanisław Kontkiewicz

Wyszukiwaniew naszej bazie

Nawiguj klikając na trójkąty poniżej

♦ - wpis encyklopedyczny

Losowy memoriał

Więcej

Nasza baza 

7320 - skany

167 - wpisy encyklopedyczne

394 - dawne artykuły prasowe

Współpraca

Muzeum

Forum

Dawna Dąbrowa

menu
zamknij